|
-
Miejsca mają swoją duszę. Jeśli wejdzie się do pomieszczenia, w którym
nigdy nie palono papierosów, to nawet najbardziej zagorzały palacz nie
sięgnie po zapałki. Bo miejsce sobie tego nie życzy, Tak działa jego
magia - rozkłada ręce pan Tadeusz. - I tak jest z bunkrem. Wiem, że
mimo jego militarnego przeznaczenia, nigdy nie stało się tutaj nic złego,
l dlatego to miejsce dobre do życia.
"Czy
ja wybrałem to miejsce, czy raczej ono mnie? Chyba po prostu wyszliśmy
sobie naprzeciw. Szukałem latami. Próbowałem osiąść w bardzo różnych
miejscach. W końcu w Świnoujściu, choć nie było to miasto przyjazne.
Ale czułem, że powinienem szukać tutaj, że jestem blisko - wyznaje.
l któregoś razu, ze cztery lata temu, zobaczył bunkier. - Brodziłem
po kostki w wodzie i myślałem: Boże, co za ruina! Po co mi to wszystko,
co ja z tym zrobię?" - wspomina. - Ale nie mogłem się wycofać,
coś szeptało mi: Zostań, nie na śmieci patrz, ale na to, co zakryte
dla oczu", Spojrzałem na sklepienia. Na ich kształt tak skrojony,
że nawet bez zaprawy będą się trzymać wieki.
Już
tyle razy zaczynałem od nowa... Zakasałem rękawy i zacząłem sprzątać..."

iedy Tadeusz
Zieliński rozpoczął starania o wydzierżawienie bunkra, urzędnicy stukali
się w głowy. Ale prezydent miasta zaryzykował. Oddał malarzowi bunkier
na trzydzieści lat. A dziś przybywają tu ludzie z całej Polski - wśród
aktorów z Festiwalu Gwiazd rozeszło się, że to miejsce magiczne. Że
kto wstąpi na chwilę, zostaje na godzinę, a kto wpadł na godzinę, wychodzić
nie chce w ogóle. Piosenkarzy zwabił hrabia Jacek Nieżychowski, autor
książek o kuchni ziemiańskiej, a potem, po kilku koncertach na dziedzińcu
zastawionym rzeźbami, ceramiką i deskami pod ikony, potoczyło się już
sarno. - Dziś już po prostu informują mnie tylko, że będą grać i właściwie
to nie mamy z Bożka wyboru, samo się tak dzieje - uśmiechają się oboje.
- Ostatnio grał bluesman Izba Izbiński, gitarzysta Samych Swoich",
wg Ptaszyna Wróblewskiego najlepszy głos bluesowy w Europie. Pojawił
się też Maciek Kuroń. Najpierw o mały włos nie spalił kuchni, a potem
spróbował specjałów jej kapłanki, Bożeny, bliskiej przyjaciółki Tadeusza,
i od tamtej pory przyjeżdża już tylko smakować potrawy.
|